Jeden dzień w Memfis - opowieść skryby Ahmesa
Budzi mnie skrzeczenie ibisów nad Nilem. Słońce dopiero wschodzi, ale już wstaję - dziś ważny dzień. Faraon Cheops zamówił spis pracowników budujących jego piramidę.
Idę przez ulice Memfis. Po drodze mijam świątynię boga Ra. Kapłani już składają pierwsze ofiary. Na targu kobiety sprzedają chleb, ryby z Nilu, daktyle i piwo z jęczmienia. Wszyscy ubrani w lekkie lniane szaty - jest gorąco!
W kancelarii pisarzy biorę zwój papirusu i trzcinę do pisania. Piszę hieroglifami - nasze święte znaki. Każdy znak to obrazek: ptak, oko, fala wody. Jestem dumny - tylko skrybowie potrafią pisać i czytać!
Po południu idę na budowę piramidy. Tysiące ludzi ciągnie ogromne kamienne bloki. Każdy waży tyle co 5 słoni! Pracują tu chłopi, którzy w okresie wylewu Nilu nie mają roboty na polach.
Wieczorem wracam do domu. Żona przygotowała chleb, rybę i piwo. Maluję czarną kreską oczy - to chroni przed słońcem i złym spojrzeniem. Modlę się do Ozyrysa, by po śmierci pozwolił mi wejść do krainy zmarłych. Wierzę w życie po śmierci - dlatego ciała balsamujemy. Mumie żyją wiecznie!