Olimpia, rok 480 p.n.e. - opowieść młodego biegacza
Mam na imię Demetriusz. Pochodzę z Aten - najpiękniejszego polis w Grecji. Wczoraj przybyliśmy do Olimpii na igrzyska. To dla mnie wielki dzień - będę biegł w głównym wyścigu!
Olimpia tonie w słońcu. Wszędzie pełno ludzi - przyjechali z Aten, Sparty, Teb, nawet z greckich kolonii w Italii. Wszyscy wierzą w tych samych bogów Olimpu: Zeusa, Atenę, Apollina. Na czas igrzysk wstrzymano wszystkie wojny - to święty rozejm!
Patrzę na rywali. Spartanie - silni, wytrenowani od dziecka. Mówią mało, walczą w Termopilach. Ich król Leonidas z 300 wojownikami niedawno bohatersko zginął, broniąc Grecji przed Persami.
Gdzieś w cieniu kolumny widzę grupę filozofów - dyskutują, machają rękami. To pewnie uczniowie Sokratesa. W Atenach mamy demokrację - każdy obywatel głosuje na zgromadzeniu. Zupełnie inaczej niż w Sparcie!
Trener wzywa mnie. Wbiegam na bieżnię. Wokół tysiące widzów. Słyszę: "Na chwałę Zeusa! Na chwałę Aten!" Bez ubrania, oliwą natarte ciało. Sygnał! Biegnę najszybciej jak potrafię. Czy zdobędę wieniec z gałązek oliwnych?