Jerozolima, 15 lipca 1099 - opowieść młodego krzyżowca
Mam na imię Roger, jestem rycerzem z Normandii. 3 lata temu, w Clermont, papież Urban II zawołał: "Ruszcie odbić Jerozolimę! Bóg odpuści wam grzechy!" Tłum krzyczał "Deus vult!" - "Bóg tak chce!"
Ja też pojechałem. Przyszyłem czerwony krzyż na płaszcz - znak krzyżowca.
3 lata trudów. Marsz przez Europę, Konstantynopol, Anatolię. Głód, choroby, pragnienie. Przeszliśmy 4000 kilometrów! Z 100 tysięcy ruszyło - dotarło 30 tysięcy.
Wreszcie - Jerozolima. Święte Miasto! Tutaj umarł Chrystus, tutaj się modlimy. Ale teraz w rękach muzułmanów.
Oblężenie 5 tygodni. Głód, brak wody. Wreszcie - 15 lipca 1099 - zdobyliśmy mury! Wbiegliśmy do miasta. Rzeź. Strasznie. Zabito wszystkich - muzułmanów, Żydów, niewinnych. Krew w ulicach. Nie powinno tak być...
Założyliśmy Królestwo Jerozolimskie. Ale co dalej? Większość rycerzy wraca do Europy. Tylko mała garść zostaje. Niedługo zaczną się problemy.
100 lat później - 1187 r. - sułtan Saladyn odbije Jerozolimę. Wybuchnie III krucjata. Pojadą Ryszard Lwie Serce z Anglii i Fryderyk Barbarossa (utopi się w rzece w drodze).
Saladyn jest mądry. W przeciwieństwie do nas - traktuje pokonanych po ludzku. Dlatego nawet Europejczycy go szanują.
Krucjat będzie 7. Ostatecznie - przegramy. Ale powstaną zakony rycerskie: Templariusze (bogaci), Joannici (lekarze), Krzyżacy (przyjdą później napadać na Polskę i Litwę!).
I jeszcze jedno - z Wschodu przywieziemy: kompas, papier, cukier, jedwab. Świat się zmieni.