Jaskinia Lascaux, Francja, 17 tys. lat temu - opowieść młodego artysty
Mam na imię Ung. Mam 14 zim - tak liczymy lata. Jestem najmłodszy w klanie myśliwych z plemienia Czerwonej Skały.
Dziś idę na pierwsze polowanie. Z ojcem i wujami. W ręku mam kamienną dzidę - sam ją robiłem, krzemień zaostrzony i przywiązany do drewnianego drzewca.
Tropimy stado bizonów. Otaczamy je na ścieżce. Mój ojciec daje znak - ATAK! Rzucamy dzidy. Bizon pada. Jutro mamy mięso na cały tydzień!
Wieczorem wracamy do jaskini. To nasz dom. Palimy ogień przy wejściu - chroni przed wilkami i hienami. Ogień wynaleźli nasi przodkowie - opanowali go ludzie wyprostowani (Homo erectus). Bez ognia byłoby strasznie.
Kobiety gotują mięso, dzieci skubią orzechy i jagody. Babcia Mooka opowiada historię o wielkim mamuсie sprzed wielu zim.
Schodzę głęboko do jaskini. Tu, na ścianach, malujemy. To święte miejsce. Biorę kawałek ochry (czerwona ziemia), miętową w tłuszczu zwierzęcym. Maluję bizona - tak jak go widziałem dziś. Jego rogi, sierść, oczy.
Po co maluję? By złapać jego ducha. Może następnym razem łatwiej go upolujemy. Tak wierzą starsi.
40 tysięcy lat później archeolodzy nazwą to miejsce "jaskinia Lascaux". Najstarszy malarski cykl świata. Powiedzą: "Patrzcie - to była nasza pierwsza sztuka!"
Żyję w epoce paleolitu - "starej epoki kamienia". Jestem łowcą-zbieraczem. Polujemy, zbieramy. Idziemy za zwierzętami.
Dopiero za 7 tysięcy lat ktoś z naszego rodu wymyśli uprawę roli. Posadzi pszenicę, oswoji kozę. To będzie neolit - zaczną się stałe wioski. A potem - miasta, państwa, historia.
Ja tylko maluję na ścianie. Dla was, którzy przyjdziecie po mnie. Pamiętajcie - byliśmy.