Pole bitwy pod Racławicami, 4 kwietnia 1794 - opowieść kosyniera
Mam na imię Bartosz Głowacki. Jestem chłopem ze wsi Rzędowice. Wczoraj przyszedł werbownik. Rzucił mi kosę - nie do koszenia trawy! Naostrzono ją sztorcem - to broń!
"Kosynierzy! - krzyczy. - Z nami Kościuszko! Idziemy bić Moskali!"
Idziemy. 320 chłopów z kosami. Razem z regularnym wojskiem - 4000 ludzi. Naprzeciwko - 3000 Rosjan z generałem Tormasowem, z 12 armatami.
Wódz nasz - Tadeusz Kościuszko. Z 5 dni temu, 24 marca, na rynku w Krakowie, składał przysięgę: "Ślubuję Narodowi Polskiemu... bronić jego niepodległości!"
Jest 4 kwietnia 1794 r. Bitwa pod Racławicami!
Rosyjskie armaty walą w nasze szeregi. Pociski padają. Padają nasi towarzysze. To straszne.
Kościuszko podjeżdża do nas. "Kosynierzy! Słuchajcie - musicie zdobyć te armaty!"
"Jak, panie naczelniku?" - pytam. "Nie umiemy strzelać!"
"Biegnijcie! Szybko! Ja was poprowadzę!"
I zrobiliśmy. Wybiegłem pierwszy - 320 chłopów z kosami, krzyk straszny. Biegniemy pod ogniem armat. Tracimy ludzi. Ale jesteśmy szybcy - Rosjanie nie zdążają nabić dział drugi raz.
Dopadam pierwszą armatę. Rosyjski artylerzysta zapala lont. ZARZUCAM CZAPKĘ NA LONT! Zgaszony! Zabijam artylerzystę kosą.
Zdobyliśmy 11 z 12 armat! Rosjanie uciekają!
WYGRALIŚMY! Pierwsze polskie zwycięstwo od lat!
Wieczorem Kościuszko mnie wzywa. Awansuje mnie na chorążego! Daje sukmanę z guzikami szlacheckimi!
Wiele jeszcze przed nami. Powstanie się rozszerza - Warszawa wyzwolona przez szewca Kilińskiego, Wilno przez Jasińskiego.
Ale czeka nas też klęska - Maciejowice (październik), gdzie Kościuszko zostanie ranny i schwytany. Trzeci rozbiór 1795 - Polska zniknie z mapy.
Ja, Bartosz - zginąłem już w czerwcu 1794 r. pod Szczekocinami. Ale legenda mojego czynu pod Racławicami żyje. "Kosynierzy" - symbol polskich chłopów-patriotów!