Góra Kahlenberg, 12 września 1683 - opowieść husarza
Mam na imię Wojciech. Jestem husarzem w chorągwi pana Sieniawskiego. Stoję na Górze Kahlenberg nad Wiedniem. Patrzę w dolinę - 200 tysięcy Turków oblega miasto już dwa miesiące! Wiedeń płonie.
Nasz król - Jan III Sobieski - przybył tu z 27 tysiącami polskich rycerzy. Niemcy też przysłali wojska. Razem mamy 70 tysięcy. Mniej niż Turcy - ale nas jest husaria!
Husaria. Najlepsza ciężka jazda Europy. Mamy zbroje, długie kopie, a na plecach - skrzydła! Gdy galopujemy, wiatr w skrzydłach wyje strasznie, konie tureckie wpadają w panikę.
Słyszę głos króla: "Polacy! Nie dla siebie - dla Europy całej walczymy! Z nami Bóg!" Krzyk podchwytujemy: "Jezus Maria! Bóg z nami!"
Sygnał trąby. Cała husaria - 3000 rycerzy - zjeżdżamy ze wzgórza! Galopem! Skrzydła wyją. Słońce odbija się od kopii. To największa szarża kawalerii w historii!
Turcy widzą nas. Zaczyna się popłoch. Ich kawaleria pierzcha. Rozbijamy obóz wezyra Kara Mustafy. Jego namiot jest pusty - uciekł!
W ciągu 5 godzin bitwa skończona. Wygraliśmy!
Sobieski wysyła list do papieża: "Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył!" Zdobywamy ogromne łupy - klejnoty, sztandar Mahometa, wielbłądy. Nawet ziarna kawy - wkrótce w Wiedniu otworzą pierwsze kawiarnie!
Uratowaliśmy Europę. Polska to bastion chrześcijaństwa!