Getto warszawskie, 1942 r. - opowieść 13-letniej Hani
Mam na imię Hania, mam 13 lat. Mieszkam w getcie warszawskim. Moja rodzina to mama, tato i mały brat Dawid (5 lat).
Niemcy przesiedlili nas tu w 1940 r. Cała żydowska Warszawa - 450 tysięcy osób - zamknięta w jednej dzielnicy otoczonej 3-metrowym murem.
Ulice ciasne. Brak jedzenia - Niemcy dają tylko 184 kalorie dziennie (zwykły człowiek potrzebuje 2000). Choroby - tyfus, gruźlica. Co dzień widzę zwłoki na ulicach. Pochowane na zbiorowych mogiłach.
Mój tato był nauczycielem matematyki. Teraz pracuje w warsztacie szewskim - szyje buty dla niemieckiej armii. Mama - krawcowa. Ja chodzę przez mur do polskiej części miasta - przemycam jedzenie. Jeśli mnie złapią - zastrzelą.
Latem 1942 r. - Wielka Akcja. Codziennie Niemcy wywożą tysiące Żydów z getta na Umschlagplatz. Mówią - "do pracy na wschodzie". Kłamstwo. Wiozą do Treblinki - obozu zagłady. Tam zabijają w komorach gazowych.
W 3 miesiące Niemcy wywieźli 300 tysięcy Żydów. Większość mojej rodziny - babcie, dziadkowie, ciocie, kuzynki - już nie żyją.
Ja, mama i Dawid przeżyliśmy bo tato jest robotnikiem "potrzebnym". Schowaliśmy się w piwnicy.
19 kwietnia 1943 r. - Powstanie w Getcie Warszawskim. Żydowska Organizacja Bojowa pod Mordechajem Anielewiczem. Walczą! "Nie pójdziemy jak owce na rzeź!"
Niemcy palą całe getto, dom po domu. Po 4 tygodniach - klęska. Anielewicz ginie. Tato też zostaje zabity.
Mamę i Dawida wywożą do Auschwitz. Mnie - polska kobieta o nazwisku Sendlerowa - przemyca z getta. Daje mi nowe nazwisko, fałszywe papiery. Trafiam do klasztoru w Turkowicach.
Przeżyłam. Po wojnie szukam mamy i Dawida. Nigdy ich nie znajduję. Zginęli w Auschwitz. Ze 100 osób z mojej rodziny - przeżyło 3.
Ze 6 milionów Żydów Europy - zginęło 6 milionów. To Holokaust. To Szoa.
Pamiętamy. Mówimy: "Nigdy więcej!"