1 sierpnia 1944, godz. 17:00 - opowieść 16-letniego sanitariuszki
Mam na imię Anna, mam 16 lat. Od dwóch lat służę w Szarych Szeregach jako sanitariuszka. Dziś nadszedł dzień, na który czekaliśmy przez 5 lat okupacji - "godzina W".
17:00. Pierwsze strzały. Powstańcy w biało-czerwonych opaskach wybiegają z bram. Atakują niemieckie posterunki. Nad domami pojawiają się polskie flagi - pierwszy raz od 5 lat!
Mam ze sobą torbę z bandażami, jodyną, morfiną. Biegnę do punktu medycznego na Starówce. Mijam barykady budowane z mebli, kamieni brukowych, wraków tramwajów.
"Bór" Komorowski, dowódca Armii Krajowej, wydał rozkaz wczoraj. Mieliśmy walczyć kilka dni - do przyjścia sowieckiej armii, która stoi za Wisłą. Mieliśmy wyzwolić Warszawę sami, na własnych warunkach.
Dni mijają. Sowieci stoją - i nie ruszają. Niemcy ściągają posiłki: czołgi, samoloty, miotacze ognia. Bombardują Starówkę. Rzeź na Woli - 40 tysięcy cywilów rozstrzelanych w jeden dzień.
Walczymy w gruzach, w piwnicach, w kanalizacji. Łączymy dzielnice tunelami pod ulicami. Po 63 dniach skapitulujemy. Niemcy zburzą 85% miasta - dosłownie zrównają je z ziemią.
Ale pamiętaj: 200 tysięcy ofiar, 63 dni walki, biało-czerwone flagi nad Warszawą. To powiedzenie: "Polska Walcząca" - ten znak kotwicy malowaliśmy na murach.