Westerplatte, 1 września 1939, godz. 4:45 - opowieść młodego żołnierza
Mam na imię Edward, mam 22 lata. Jestem w 4 kompanii Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte. To tylko 200 nas - ale jesteśmy najlepiej wyszkoleni w polskiej armii.
Od tygodnia obserwujemy niemiecki pancernik "Schleswig-Holstein" w porcie gdańskim. "Wizyta kurtuazyjna" - tak mówią. Ale wiemy lepiej. Major Sucharski kazał umacniać pozycje, kopać okopy, ukryć zapasy.
Godzina 4:45. Cisza. Słońce jeszcze nie wzeszło. Nagle - HUK!
Schleswig-Holstein otworzył ogień! 280-mm pociski walą w nas. To pierwsze strzały II wojny światowej!
Major Sucharski rozkazuje: "Bronimy się!" Mamy karabiny, kilka cekaemów, jedno działko, 4 moździerze. Wróg ma pancernik, czołgi, samoloty Stuka, 3000 piechoty SS.
Pierwszy szturm - odparty! Drugi - odparty! Trzeci - odparty! Niemcy wściekli. Spodziewali się że padniemy w 6 godzin.
Mijają dni. 1 września, 2 września, 3 września... Bombardowania, szturmy, znowu szturmy. Coraz mniej amunicji. Brak wody. Rannych nie mamy gdzie kłaść.
4 września - bombardują nas Stukasy. Słychać ich wycie z daleka. To straszne uczucie - bezbronnie patrzeć jak lecą bomby.
5 września - Sucharski zwołuje radę. "Nie mamy szans, koledzy. Polska Armia walczy daleko stąd. Nikt nam nie pomoże".
6 września - 7 września. Bronimy się jeszcze. To już 7. dzień obrony. Niemcy myśleli że padniemy 1. dnia!
7 września, godz. 10:15 - kapitulacja. Major Sucharski podchodzi do niemieckiego dowódcy z białą flagą. Generał Eberhardt - pod wrażeniem - pozwala mu zatrzymać szablę "za bohaterstwo".
Trafiłem do obozu jenieckiego. Wojna potrwa jeszcze 6 lat. Ale Westerplatte zostanie symbolem - "Polska walczy do końca!"
Po wojnie postawią nam pomnik. K.I. Gałczyński napisze "Pieśń o żołnierzach z Westerplatte": "Kiedy się wypełniły dni... poszli czwórkami w niebo... a lato było piękne tego roku".