Stocznia Gdańska, 14 sierpnia 1980 - opowieść stoczniowca
Mam na imię Stanisław. Pracuję w Stoczni Gdańskiej - największym zakładzie pracy w Trójmieście. 18 tysięcy ludzi. Budujemy statki dla całego świata.
Wczoraj zwolnili z pracy Annę Walentynowicz - suwnicową, działaczkę WZZ. Kilka miesięcy przed emeryturą! Dziś robotnicy ogłosili strajk solidarnościowy. Wracamy do pracy gdy ją przywrócą!
Brama numer 2 zamknięta. Nikt nie wchodzi, nikt nie wychodzi. Strajk okupacyjny. Nagle widzę - przez mur przeskakuje znajomy elektryk! To Lech Wałęsa - kilka lat temu też tu pracował, wyrzucili go za działalność.
"Strajk!" - krzyczy. "Nie tylko dla Anki - dla nas wszystkich!" Stoję jak zaczarowany. To dzieje się naprawdę?
W ciągu kilku dni strajk rośnie. Powstaje Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Lech zostaje przewodniczącym. Spisujemy 21 postulatów. Najważniejsze: wolne związki zawodowe, prawo do strajku, zniesienie cenzury, podwyżki płac, msze radiowe.
Ludzie z całej Polski przysyłają nam jedzenie, papierosy. Księża odprawiają msze przy bramie. Robotnicy z innych zakładów strajkują w solidarności z nami.
31 sierpnia podpisujemy Porozumienia Gdańskie! Wałęsa podpisuje wielkim, kolorowym piórem-pamiątką. Władze zgadzają się na wolny związek zawodowy! Nazwiemy go "Solidarność". To pierwsza taka organizacja w bloku komunistycznym!
Czuję - to początek końca komunizmu. Może nie jutro, może nie za rok - ale wolność jest blisko!