Warszawa, niedziela 13 grudnia 1981 - opowieść 12-letniej dziewczynki
Mam na imię Ola, mam 12 lat. Pamiętam ten dzień - jakby był wczoraj.
Rano niedziela. Mama włącza telewizor - chcemy bajki dla dzieci. Ale ekran szary. Chwilę potem - generał Wojciech Jaruzelski. W mundurze, ciemnych okularach. Mówi powoli, sztywno: "Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią. Wprowadzam stan wojenny!"
Mama zaczyna płakać. Tata dzwoni do wujka - telefon głuchy, wyłączony. Wszystkie telefony w Polsce wyłączone!
Wychodzimy na balkon. Na ulicach czołgi. Transportery opancerzone. Żołnierze. Niedziela, zima, śnieg, czołgi przed naszym blokiem.
"Co to znaczy, mamo?" - pytam.
"Solidarność jest zakazana. Wszystkich aresztują" - szepcze mama. "Wałęsę też. Tysiące ludzi w więzieniach."
Tata - inżynier z FSO - mówi że już za godzinę musi iść do pracy. Wojsko przejęło fabrykę. "Pracuj normalnie" - kazali. Ale nic normalnego nie ma.
Następne dni - groza. Godzina policyjna od 22:00. Listy są otwierane przez cenzurę. W szkole musimy wszyscy ćwiczyć "musztrę". Zamknięte szkoły wyższe.
16 grudnia - tragedia. Górnicy z kopalni "Wujek" w Katowicach strajkują. ZOMO strzela. Ginie 9 osób. Cała Polska w żałobie.
Mój kuzyn Krzysiek (działacz Solidarności) - internowany. Ciotka jeździ do niego do Białołęki. Pociąga mu paczki z jedzeniem.
Stan wojenny trwa formalnie do 22 lipca 1983 r. Ale cienie zostają długo. W 1984 r. - mordują ks. Jerzego Popiełuszko - kapelana Solidarności. Cała Polska w żałobie.
W oknach palimy świece - znak że nie zapomnieliśmy. Solidarność walczy w podziemiu. Wydają nielegalne gazety, książki. Papież Jan Paweł II z Watykanu wspiera.
Aż przyjdzie 1989 r. Okrągły Stół, wolne wybory. Komunizm pada. Ale ja zawsze pamiętam tę niedzielę. 13 grudnia 1981 r.